Do zobaczenia na innych blogach. :-*
czwartek, 15 maja 2014
Zamknięcie
Akademia Sellio zostaje zamknięta z powodu braku opowiadań, czasu i chęci użerania się z osobami, które mówią, że zaraz napiszą, a opowiadania nie dostałam od dwóch tygodni, więc informuję o zamknięciu akademii.
sobota, 3 maja 2014
Od Sary M. - Aria D.
- Uroczo z twojej strony – burknęłam, wyżynając swoje włosy. – Gdybyś nie potraktowała mnie zimnym prysznicem, prawdopodobnie zebrałabym się szybciej.
- Też się cieszę, że cię widzę, kochanie. Jesteś moją współlokatorką, prędzej czy później będziesz musiała się przyzwyczaić, że nie cackam się z ludźmi – rzuciła z uśmiechem.
Dźwignęłam się z łóżka, Otarłam mokre miejsca ręcznikiem, założyłam na siebie biały T-shirt z dużym, czarnym nadrukiem na piersiach i jeansy, po czym szybko poszłam do łazienki, żeby wysuszyć włosy. Związałam je w luźną kitkę, po czym założyłam czarne tenisówki. Skierowałam się w stronę drzwi, gdy nagle usłyszałam głos Sary:
- Hej, dokąd idziesz? Beze mnie?
Uśmiechnęłam się pod nosem i zatrzasnęłam drzwi.
C.D.N. Sara M.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Od Karola J. - Sara M.
- Cześć. -powiedziałam miło.
- Hej.
- Idę właśnie na halę trochę poskakać idziesz ze mną ?
- Właśnie stamtąd wracam, ale mogę spojrzeć jak sobie radzisz.- powiedział.
Poszłam przyszykować Rosę. Zajęło mi to dziesięć piętnaście minut. Wjechałam stępem na ujeżdżalnie i za kłusowałam. Spojrzałam na parkur same stacjonaty i koperty.
- Karol ustawisz parę okser, szeregów i cavaletti.
- Ok. Jaka wysokość ?
- Tak do metr trzydzieści.
- Dobra. - Karol zabrał się za ustawianie parkuru, a ja jeszcze rozgrzałam Rosę.
- Ok już.- powiedział.
Zebrałam wodzę i popędziłam ją do galopu. Najpierw stacjonata metrowa, później okser metr trzydzieści, zakręt i najazd na szereg, koperta i ostatnia przeszkoda cavaletti.
- No, no nieźle. - powiedział.
- To nie był jakiś wyczyn skakałyśmy wyższe.- powiedziałam i właśnie na ujeżdżalnie weszła Karolina.
- Może małe zawody ?
- OK. Tylko zawołaj resztę.- powiedziałam.
C.D.N. Karolina K.
- Hej.
- Idę właśnie na halę trochę poskakać idziesz ze mną ?
- Właśnie stamtąd wracam, ale mogę spojrzeć jak sobie radzisz.- powiedział.
Poszłam przyszykować Rosę. Zajęło mi to dziesięć piętnaście minut. Wjechałam stępem na ujeżdżalnie i za kłusowałam. Spojrzałam na parkur same stacjonaty i koperty.
- Karol ustawisz parę okser, szeregów i cavaletti.
- Ok. Jaka wysokość ?
- Tak do metr trzydzieści.
- Dobra. - Karol zabrał się za ustawianie parkuru, a ja jeszcze rozgrzałam Rosę.
- Ok już.- powiedział.
Zebrałam wodzę i popędziłam ją do galopu. Najpierw stacjonata metrowa, później okser metr trzydzieści, zakręt i najazd na szereg, koperta i ostatnia przeszkoda cavaletti.
- No, no nieźle. - powiedział.
- To nie był jakiś wyczyn skakałyśmy wyższe.- powiedziałam i właśnie na ujeżdżalnie weszła Karolina.
- Może małe zawody ?
- OK. Tylko zawołaj resztę.- powiedziałam.
C.D.N. Karolina K.
Od Filipa D. - Karol J.
-Cześć – powiedziałem patrząc na chłopaka w pokoju.
-Hejka – powiedział i odwrócił się.
Wszedłem do pokoju i rozpakowałem się. Następnie poszedłem do mojego psa. Siedział on grzecznie w pokoju, a jak wszedłem szybko do mnie podbiegł. Pobawiłem się z nim chwilę i następnie wróciłem na górę. Filip siedział na swoim łóżku i czytał książkę. Kiedy odłożył książkę porozmawialiśmy chwilę.
-Filip. Pokarzesz mi wszystkie hale? Jeszcze nie wiem jak tu jest i chciałbym się dowiedzieć. - powiedziałem i popatrzyłem na niego.
-No dobra skoro chcesz. - powiedział i wstał. Ruszyliśmy do drzwi i następnie zeszliśmy do pokoju dla pupili. Zabraliśmy Sierrę i Tota na spacer. Wyszliśmy z akademii i najpierw ruszyliśmy w stronę hali, która nie wiem do czego służyła. W każdym razie jak tam weszliśmy od razu mi się spodobała.
-To jest hala do skoków – powiedział Filip i ruszył do stajni.
-Czemu idziemy do stajni? - zapytałem i ruszyłem za nim.
-Czemu mamy sami chodzić po halach? Niech się konie z nami przejdą. - powiedział i ruszył do boksu swojego konia. Ja w tym czasie ubrałem Taylora. Kiedy wyszliśmy ze stajni Filip już czekał. Ruszyliśmy stępem w stronę hali do skoków. Było na niej ustawione kilka przeszkód.
-Dzisiaj może nie będziemy chodzić po wszystkich halach tylko sobie poskaczemy? - zapytał chłopak
-No jasne. - powiedziałem.
Chwilę stępowaliśmy i następnie poskakaliśmy sobie kilka stacjonat i kopert. Jeździliśmy tak przez godzinę. Skończyliśmy i odstawiliśmy konie na pastwisko. Odprowadziliśmy pieski do pokoju dla zwierząt. Następnie poszliśmy na górę do swojego pokoju. Filip wszedł do pokoju, a ja ruszyłem na dół gdzie spotkałem Sarę.
C.D.N. Sara M.
-Hejka – powiedział i odwrócił się.
Wszedłem do pokoju i rozpakowałem się. Następnie poszedłem do mojego psa. Siedział on grzecznie w pokoju, a jak wszedłem szybko do mnie podbiegł. Pobawiłem się z nim chwilę i następnie wróciłem na górę. Filip siedział na swoim łóżku i czytał książkę. Kiedy odłożył książkę porozmawialiśmy chwilę.
-Filip. Pokarzesz mi wszystkie hale? Jeszcze nie wiem jak tu jest i chciałbym się dowiedzieć. - powiedziałem i popatrzyłem na niego.
-No dobra skoro chcesz. - powiedział i wstał. Ruszyliśmy do drzwi i następnie zeszliśmy do pokoju dla pupili. Zabraliśmy Sierrę i Tota na spacer. Wyszliśmy z akademii i najpierw ruszyliśmy w stronę hali, która nie wiem do czego służyła. W każdym razie jak tam weszliśmy od razu mi się spodobała.
-To jest hala do skoków – powiedział Filip i ruszył do stajni.
-Czemu idziemy do stajni? - zapytałem i ruszyłem za nim.
-Czemu mamy sami chodzić po halach? Niech się konie z nami przejdą. - powiedział i ruszył do boksu swojego konia. Ja w tym czasie ubrałem Taylora. Kiedy wyszliśmy ze stajni Filip już czekał. Ruszyliśmy stępem w stronę hali do skoków. Było na niej ustawione kilka przeszkód.
-Dzisiaj może nie będziemy chodzić po wszystkich halach tylko sobie poskaczemy? - zapytał chłopak
-No jasne. - powiedziałem.
Chwilę stępowaliśmy i następnie poskakaliśmy sobie kilka stacjonat i kopert. Jeździliśmy tak przez godzinę. Skończyliśmy i odstawiliśmy konie na pastwisko. Odprowadziliśmy pieski do pokoju dla zwierząt. Następnie poszliśmy na górę do swojego pokoju. Filip wszedł do pokoju, a ja ruszyłem na dół gdzie spotkałem Sarę.
C.D.N. Sara M.
Od Karoliny K. - Sara M.
Wstałam rano i poszłam na śniadanie. Byłam pierwsza na
śniadaniu. Usiadłam sama przy czteroosobowym stoliku. Zaczęłam konsumować
płatki, kiedy na stołówkę przyszła, jakaś dziewczyna i dosiadła się do mnie.
- Jestem Sara.- Zaczęłam
- Ja jestem Karolina. Miło mi.- powiedziała. Chwilę
porozmawiałyśmy, aż nie przyszedł Filip, który się do nas dosiadł. Karolina
ucichła, a ja wiedziałam o co chodzi i chciała rozluźnić atmosferę.
- Karolino to jest Filip.- powiedziałam i wskazałam
chłopaka.
- Filipie to jest Karolina.- Zamienili parę zdań, a ja
poszłam obudzić moją współlokatorkę, która wczoraj przyjechała późnym
wieczorem. Była to pół Amerykanka pół Polka. Weszłam do pokoju i zwaliłam z
niej kołdrę, nie poskutkowało to ani krzyczenie do niej do ucha, postanowiłam,
że posunę się krok dalej. Wzięłam pusty wazon i napełniłam go wodą i na dobry
początek dnia chlusnęłam nim w Arię, a ona zerwała się jak poparzona i zaczęła
krzyczeć.
- Co to było do cholery.
- To polski zwyczaj
budzenia śpiochów, przygotuj się na więcej przez ten rok, a i już niedługo
kończy się pora śniadaniowa.- Powiedziałam uśmiechając się.
C.D.N. Aria D.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Od Sary M.- Filip D.
Zapukałem cicho do jej pokoju.
- Proszę.- usłyszałem przez drzwi. Ostrożnie je uchyliłem.
- Masz może ochotę na teren lub przejażdżkę do miasta ?- zapytałem.
- Jasne.
- Za pół godziny przy stajni.
- Ok.- powiedziała, a ja zamknąłem drzwi i poszedłem do pokoju się przebrać. Zmieniłem ubranie i poszedłem przyszykować Anioła. Wszedłem do siodlarni po szczotki i poszedłem do przed ostatniego boksu. Otworzyłem drzwiczki i omal nie padłem trupem, kiedy z ostatniego boksu wychyliła się głowa Sary.
- Czy ty wszystko robisz bezszelestnie ?- zapytałem ironicznie.
- Może, albo ty jesteś wybrańcem. - powiedziała i się uśmiechnęła. Wróciłem do czyszczenia Anioła. Przed wyjazdem go czyściłem, więc tylko raz go przejechałem zgrzebłem i szczotką, a z kopytami nie było problemu. Zanim się obejrzałem Anioł stał osiodłany przed stajnią. Sara jeszcze nie skończyła, a ja poszedłem po toczek do siodlarni, kiedy wróciłem Sara właśnie wsiadała na swojego konia.
- Jedziemy w teren czy do miasteczka ?- zapytałem , wsiadając na ogiera.
- Jedno i drugie. Pani Krystyna wspominała mi, że jeżeli pojedziemy tą drogą przez las to dojedziemy do miasteczka.- powiedziała.
- Ok.- powiedziałem 9 dałem łydkę Aniołowi, żeby szedł. Chwilę jechaliśmy w ciszy, ale później atmosfera się nieco rozluźniła i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim, a jednocześnie o niczym do momentu, kiedy na naszej drodze wyłonił się powalone drzewo.
- Skaczemy ?- zapytałem
- Zawsze i wszędzie.- odpowiedziała i ruszyła galopem na przeszkodę, z łatwością i gracją ją przeskoczyła.
- Teraz moja kolej.-pomyślałem i skierowałem Anioła na przeszkodę. Wyrwał do przodu i przeskoczyliśmy ją w mgnieniu oka.
- No, no nieźle ma nareszcie będę miała jakiegoś konkurenta w skokach.- powiedziała.
- To dzięki niemu.- powiedziałem i poklepałem ogiera po szyi.
- Ja bez Rosy też bym nic nie osiągnęła.- powiedziała i poczochrała grzywę klaczy. Ruszyliśmy dalej w drogę. Po pietnasu minutach kłuso-galopu byliśmy na miejscu. Sara była pod wrażeniem prostoty tego miasteczka, co bardzo lubiła niestety musieliśmy wracać bo niedługo się ściemni. Wróciliśmy raz dwa i rozsiodłaliśmy konie. Sara poszła się przebrać, a ja postąpiłem tak samo, kiedy wszedłem do pokoju na łóżku obok leżały walizki. Odwróciłem się a w drzwiach stał jakiś chłopak.
C.D.N Karol J.
- Proszę.- usłyszałem przez drzwi. Ostrożnie je uchyliłem.
- Masz może ochotę na teren lub przejażdżkę do miasta ?- zapytałem.
- Jasne.
- Za pół godziny przy stajni.
- Ok.- powiedziała, a ja zamknąłem drzwi i poszedłem do pokoju się przebrać. Zmieniłem ubranie i poszedłem przyszykować Anioła. Wszedłem do siodlarni po szczotki i poszedłem do przed ostatniego boksu. Otworzyłem drzwiczki i omal nie padłem trupem, kiedy z ostatniego boksu wychyliła się głowa Sary.
- Czy ty wszystko robisz bezszelestnie ?- zapytałem ironicznie.
- Może, albo ty jesteś wybrańcem. - powiedziała i się uśmiechnęła. Wróciłem do czyszczenia Anioła. Przed wyjazdem go czyściłem, więc tylko raz go przejechałem zgrzebłem i szczotką, a z kopytami nie było problemu. Zanim się obejrzałem Anioł stał osiodłany przed stajnią. Sara jeszcze nie skończyła, a ja poszedłem po toczek do siodlarni, kiedy wróciłem Sara właśnie wsiadała na swojego konia.
- Jedziemy w teren czy do miasteczka ?- zapytałem , wsiadając na ogiera.
- Jedno i drugie. Pani Krystyna wspominała mi, że jeżeli pojedziemy tą drogą przez las to dojedziemy do miasteczka.- powiedziała.
- Ok.- powiedziałem 9 dałem łydkę Aniołowi, żeby szedł. Chwilę jechaliśmy w ciszy, ale później atmosfera się nieco rozluźniła i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim, a jednocześnie o niczym do momentu, kiedy na naszej drodze wyłonił się powalone drzewo.
- Skaczemy ?- zapytałem
- Zawsze i wszędzie.- odpowiedziała i ruszyła galopem na przeszkodę, z łatwością i gracją ją przeskoczyła.
- Teraz moja kolej.-pomyślałem i skierowałem Anioła na przeszkodę. Wyrwał do przodu i przeskoczyliśmy ją w mgnieniu oka.
- No, no nieźle ma nareszcie będę miała jakiegoś konkurenta w skokach.- powiedziała.
- To dzięki niemu.- powiedziałem i poklepałem ogiera po szyi.
- Ja bez Rosy też bym nic nie osiągnęła.- powiedziała i poczochrała grzywę klaczy. Ruszyliśmy dalej w drogę. Po pietnasu minutach kłuso-galopu byliśmy na miejscu. Sara była pod wrażeniem prostoty tego miasteczka, co bardzo lubiła niestety musieliśmy wracać bo niedługo się ściemni. Wróciliśmy raz dwa i rozsiodłaliśmy konie. Sara poszła się przebrać, a ja postąpiłem tak samo, kiedy wszedłem do pokoju na łóżku obok leżały walizki. Odwróciłem się a w drzwiach stał jakiś chłopak.
C.D.N Karol J.
sobota, 26 kwietnia 2014
Opowiadanie od Karoliny K.
Pierwszy dzień? No wiecie zależy kto o czym tu mówi. Mój pierwszy dzień w akademi był poprostu okropny. Był to piątek. Słońce świeciło. Weszłam do akademi. W wejściu przywitała mnie bardzo miła dziewczyna. Po krótkiej rozmowie odprowadziłam mojego pieska Jacka do pokoju z pupilami. Konia nie musiałam odprowadzać do stajni. Weszłam na trzecie piętro i skręciłam w stronę, po której znajdowały się pokoje dziewczyn. Weszłam do pokoju, w którym miałam mieszkać i położyłam torbę pod drzwiami. Rozpakowałam się i co? Beznadzieja. Byłam sama w pokoju. Strasznie mi się nudziło. Była godzina czwarta po południu. Wpadłam na pomysł by wyjść z akademi i pójść do mojego konia. Jest to koń hanowerski. Spokojny, Uwielbia skakać. Najlepsze było to, że jak wyszłam z budynku i skierowałam się do stajni niewiedziałam, w której Alkaprim stoi. Przez rprzypadek szukałam go w stajni dla klaczy źrebnych i koni leczonych. Kiedy po kilkunastu minutach zauwarzyłam, że w tej stajni niema mojego konia poszłam do tej drugiej stajni. Alkaprim stał w drugim boksie. Kiedy weszłam do stajni wystawił głowę i popatrzył się na mnie. Podeszłam do niego i pogłaskałam go po głowie. Zarbałam jego sprzęt i po dokładnym wyczyszczeniu go założyłam siodło i ogłowie na niego. Wyprowadziłam go z bosku i ruszyliśmy na ujeżdżalnię. Dzisiaj nie miałam zamiaru by ogierek skakał. Mieliśmy zamiar zapoznać się z otoczeniem. Weszliśmy na ujeżdżalnię i ruszyliśmy stępem. Po kilku okrążeniach zakłusowaliśmy. Konik szedł wyciągniętym kłusem. Pojeździliśmy stępem i kłusem przez godzinę i po rozsiodłaniu go puściłam go na wybieg. On popędził galopem przez cały wybieg. Ja wróciłam się do akademi kiedy była już godzina szósta. Oczywiście jestem taka mądra, że zapomniałam o obiedzie i przez to byłam głodna. Z resztą mniejsza z tym. Wróciłam do pokoju i wyjęłam z torby moją książkę. Czytam teraz książkę napisaną przez Brandona Mull'a. Jest to książpa pod tytułem “Baśniobór”. Czytałam tą książkę już kilka razy, ale podoba mi się ona. Pozwala oderwać mi się od całego świata. Może tego jeszcze nie wiecie, ale ja uwielbiam czytać. W każdym razie przeczytałam kilka rozdziałów. Gdy skończyłam czytać było już późno, więc przebrałam sie i położyłam się spać. Oczywiście nie zasnęłam. Rozmyślałam przez kilka godzin o akademi. Kiedy już zasnęłam było dobrze po północy. Tak minęła moja pierwsza sobota w akademi.
C.D.N Sara M.
C.D.N Sara M.
Opowiadanie od Sary M.
Tata zwiózł mnie do akademii, kiedy tylko dojechaliśmy byłam pod ogromnym wrażeniem jej wielkość.
- WOW- Szepnęłam.
- Masz racje córciu wow.
Gdy wysiedliśmy z samochodu przywitała nas miła kobieta.
- Witam w Akademii Sellio. Jestem Krystyna Zając założycielka.
- Dzień dobry jestem Sara Maj.
- Przyjechałaś jako pierwsza, więc możesz wybrać sobie pokój, ale szybko bo niedługo przyjedzie reszta. Oprowadzę was proszę za mną.- Powiedziała, a mój tata pomógł mi z walizkami i skierowaliśmy się za panią Krystyną. Kiedy weszliśmy pani Krystyna zaczęła mówić o akademii.- Akademia ma trzy piętra. Na pierwszym jak widzimy znajduje się pokój dla pupili, biblioteka, sklepik, poczta i stołówka.- przerwała, na chwilę kiedy wchodziliśmy po schodach- Całe drugie piętro obejmują sale lekcyjne. Ostatnie piętro to pokoje. Piętro jest podzielone na dwie część. Jedną dla chłopców, a drugą dla dziewcząt. Który pokój wybierasz ?- skierowała pytanie pani Krystyna.
- Mmmmm. Pokój nr. 3 jest odpowiedni.
- Dobrze to zostaw tam walizki, a ja oprowadzę was po stajni i reszcie.- tata wniósł walizki, a ja poszłam za panią Krystyną. Najpierw poszliśmy do stajni, a później obejrzeliśmy ujeżdżalnie i hale, a pod koniec zobaczyliśmy padoki.
- To już wszystko.- powiedziała pani Krystyna.
- To na mnie już czas.- powiedział tata i mnie przytulił.
- Tato, a co z Rosą i Grajkiem?
- Jak twój wujek nie dojedzie za półgodziny to zacznij do niego natarczywie wydzwaniać.-Pa Słonko.- Powiedział i wsiadł do samochodu. Poszłam rozpakować się do pokoju, widok z niego był oszołamiająco piękny. Rozwiesiłam rzeczy do połowy szafy resztę zostawiając dla mojej przyszłej współlokatorki, ale za to komodę zajęłam całą bo były dwie. Usłyszałam warkot samochodu myślałam że to może wujek przywiózł Rosę i Grajka, wiec szybko zbiegłam na dół, ale kiedy tylko wyszłam zobaczyłam obcy samochód bez przyczepy. Westchnęłam i zaczęłam dzwonić do wujka. Po drugiej stronie słuchawki odezwała się wujek.
- Halo.
- Cześć wujku. Za ile będziecie ?
- Za jakieś dwadzieścia trzydzieści minut, bo źle skręciłem, ale już wszystko dobrze.
- A jak Rosa ?
- Trochę kopała, ale już się uspokoiła.
- No dobrze to pa.
- Do zobaczenia.
Rozłączyłam połączenie i poszłam zobaczyć kto przyjechał. Pani Krystyna rozmawiała z jakimś chłopakiem.
- Całkiem niezły, ale żeby nie był totalnym dupkiem.- pomyślałam, ale kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się ciepło, a ja zapomniałam co myślałam jeszcze chwilę temu.Jego mama si.ę z nim pożegnała,a pani Krystyna oprowadziła go po akademii. Siedziałam sama na ławce przed akademią i czekałam, aż mój wielce rozgarnięty wujek przyjedzie. Założyłam okulary przeciw słoneczne i zaczęłam się opalać korzystając z okazji. Nie zorientowałam kiedy przy mnie stanął blondyn, którego wcześniej zobaczyłam.
- Można się dosiąść ?
- Tak jasne.- powiedziałam
- Jestem Filip.
- Miło mi. Jestem Sara.- odpowiedziałam.Usłyszałam warkot samochodu. Zdjęłam okulary i przeczesałam dłońmi włosy i się rozejrzałam przez bramę wjeżdżał czarny pick-up. Chłopak zerwał się z ławki i szepnął "nareszcie". Wstałam z ławki i podeszłam do pojazdu blondyn zrobił tak samo. Kiedy samochód się zatrzymał przywitał się z kierowcą i podszedł do przyczepy dwu konnej, kiedy tylko ją otworzył wybiegł z niej pies husky, a blondy wszedł i wyprowadził z niej ciemno gniadego ogiera rasy westfalskiej.
- Piękny- szepnęłam będąc pod zauroczeniem budowy ogiera.
- Masz racje. - powiedział chłopak uśmiechając się.
Usłyszałam głośne rżenie i jakieś walenie spojrzałam w stronę bramy przez, którą wjeżdżał dobrze znany mi samochód. Nie patrząc co robi chłopak rzuciłam się w stronę samochodu, który się zatrzymał z samochodu wyszedł czerwony wujek i szybko wszedł do przyczepki, kiedy ją otworzył wybiegła z niej wystraszona klacz. Złapałam za uwiąz, a klacz szybko się uspokoiła, bo mnie poznała i zaczęła trącać po chwili łbem moje ramie.
- Już dobrze kochana.- powiedziałam łagodnie i poszłam z nią w stronę stajni. Na każdym boksie była przyczepiona tabliczka z imieniem,rasą,wiekiem,płcią i właścicielem konia. Zaczęłam szukać mojego nazwiska, z moim szczęściem to był ostatni boks wprowadziłam klacz do boksu i wyszłam.
- Wujku co się stało ?!?!
- Popsuła się elektryka i zaczęło mrugać w przyczepie światło i coś walić co ją wystraszyło.
- Aha.- powiedziałam, a wujek podszedł do samochodu i z tylnego miejsca wypuścił Grajka, który rzucił się w moją stronę i na mnie skoczył przez co się wywaliłam.
- No już spokojnie.- Pies zaczął mnie lizać po twarzy, a kiedy skończył zlazł ze mnie. Założyłam mu obroże i przypięłam smycz i zaprowadziłam psa do pokoju dla pupili i oddałam go pod opiekę miłej brunetce. Wyjęłam rząd jeździecki i skrzynie ze szczotkami Rosy.Pożegnałam się z wujkiem, odebrałam psa i poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, a Grajek wskoczył mi na nogi i się położył, a ja z nudów zaczęłam czytać "Niezgodną".
C.D.N. Filip D.
- WOW- Szepnęłam.
- Masz racje córciu wow.
Gdy wysiedliśmy z samochodu przywitała nas miła kobieta.
- Witam w Akademii Sellio. Jestem Krystyna Zając założycielka.
- Dzień dobry jestem Sara Maj.
- Przyjechałaś jako pierwsza, więc możesz wybrać sobie pokój, ale szybko bo niedługo przyjedzie reszta. Oprowadzę was proszę za mną.- Powiedziała, a mój tata pomógł mi z walizkami i skierowaliśmy się za panią Krystyną. Kiedy weszliśmy pani Krystyna zaczęła mówić o akademii.- Akademia ma trzy piętra. Na pierwszym jak widzimy znajduje się pokój dla pupili, biblioteka, sklepik, poczta i stołówka.- przerwała, na chwilę kiedy wchodziliśmy po schodach- Całe drugie piętro obejmują sale lekcyjne. Ostatnie piętro to pokoje. Piętro jest podzielone na dwie część. Jedną dla chłopców, a drugą dla dziewcząt. Który pokój wybierasz ?- skierowała pytanie pani Krystyna.
- Mmmmm. Pokój nr. 3 jest odpowiedni.
- Dobrze to zostaw tam walizki, a ja oprowadzę was po stajni i reszcie.- tata wniósł walizki, a ja poszłam za panią Krystyną. Najpierw poszliśmy do stajni, a później obejrzeliśmy ujeżdżalnie i hale, a pod koniec zobaczyliśmy padoki.
- To już wszystko.- powiedziała pani Krystyna.
- To na mnie już czas.- powiedział tata i mnie przytulił.
- Tato, a co z Rosą i Grajkiem?
- Jak twój wujek nie dojedzie za półgodziny to zacznij do niego natarczywie wydzwaniać.-Pa Słonko.- Powiedział i wsiadł do samochodu. Poszłam rozpakować się do pokoju, widok z niego był oszołamiająco piękny. Rozwiesiłam rzeczy do połowy szafy resztę zostawiając dla mojej przyszłej współlokatorki, ale za to komodę zajęłam całą bo były dwie. Usłyszałam warkot samochodu myślałam że to może wujek przywiózł Rosę i Grajka, wiec szybko zbiegłam na dół, ale kiedy tylko wyszłam zobaczyłam obcy samochód bez przyczepy. Westchnęłam i zaczęłam dzwonić do wujka. Po drugiej stronie słuchawki odezwała się wujek.
- Halo.
- Cześć wujku. Za ile będziecie ?
- Za jakieś dwadzieścia trzydzieści minut, bo źle skręciłem, ale już wszystko dobrze.
- A jak Rosa ?
- Trochę kopała, ale już się uspokoiła.
- No dobrze to pa.
- Do zobaczenia.
Rozłączyłam połączenie i poszłam zobaczyć kto przyjechał. Pani Krystyna rozmawiała z jakimś chłopakiem.
- Całkiem niezły, ale żeby nie był totalnym dupkiem.- pomyślałam, ale kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się ciepło, a ja zapomniałam co myślałam jeszcze chwilę temu.Jego mama si.ę z nim pożegnała,a pani Krystyna oprowadziła go po akademii. Siedziałam sama na ławce przed akademią i czekałam, aż mój wielce rozgarnięty wujek przyjedzie. Założyłam okulary przeciw słoneczne i zaczęłam się opalać korzystając z okazji. Nie zorientowałam kiedy przy mnie stanął blondyn, którego wcześniej zobaczyłam.
- Można się dosiąść ?
- Tak jasne.- powiedziałam
- Jestem Filip.
- Miło mi. Jestem Sara.- odpowiedziałam.Usłyszałam warkot samochodu. Zdjęłam okulary i przeczesałam dłońmi włosy i się rozejrzałam przez bramę wjeżdżał czarny pick-up. Chłopak zerwał się z ławki i szepnął "nareszcie". Wstałam z ławki i podeszłam do pojazdu blondyn zrobił tak samo. Kiedy samochód się zatrzymał przywitał się z kierowcą i podszedł do przyczepy dwu konnej, kiedy tylko ją otworzył wybiegł z niej pies husky, a blondy wszedł i wyprowadził z niej ciemno gniadego ogiera rasy westfalskiej.
- Piękny- szepnęłam będąc pod zauroczeniem budowy ogiera.
- Masz racje. - powiedział chłopak uśmiechając się.
Usłyszałam głośne rżenie i jakieś walenie spojrzałam w stronę bramy przez, którą wjeżdżał dobrze znany mi samochód. Nie patrząc co robi chłopak rzuciłam się w stronę samochodu, który się zatrzymał z samochodu wyszedł czerwony wujek i szybko wszedł do przyczepki, kiedy ją otworzył wybiegła z niej wystraszona klacz. Złapałam za uwiąz, a klacz szybko się uspokoiła, bo mnie poznała i zaczęła trącać po chwili łbem moje ramie.
- Już dobrze kochana.- powiedziałam łagodnie i poszłam z nią w stronę stajni. Na każdym boksie była przyczepiona tabliczka z imieniem,rasą,wiekiem,płcią i właścicielem konia. Zaczęłam szukać mojego nazwiska, z moim szczęściem to był ostatni boks wprowadziłam klacz do boksu i wyszłam.
- Wujku co się stało ?!?!
- Popsuła się elektryka i zaczęło mrugać w przyczepie światło i coś walić co ją wystraszyło.
- Aha.- powiedziałam, a wujek podszedł do samochodu i z tylnego miejsca wypuścił Grajka, który rzucił się w moją stronę i na mnie skoczył przez co się wywaliłam.
- No już spokojnie.- Pies zaczął mnie lizać po twarzy, a kiedy skończył zlazł ze mnie. Założyłam mu obroże i przypięłam smycz i zaprowadziłam psa do pokoju dla pupili i oddałam go pod opiekę miłej brunetce. Wyjęłam rząd jeździecki i skrzynie ze szczotkami Rosy.Pożegnałam się z wujkiem, odebrałam psa i poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, a Grajek wskoczył mi na nogi i się położył, a ja z nudów zaczęłam czytać "Niezgodną".
C.D.N. Filip D.
Subskrybuj:
Posty (Atom)