Wstałam rano i poszłam na śniadanie. Byłam pierwsza na
śniadaniu. Usiadłam sama przy czteroosobowym stoliku. Zaczęłam konsumować
płatki, kiedy na stołówkę przyszła, jakaś dziewczyna i dosiadła się do mnie.
- Jestem Sara.- Zaczęłam
- Ja jestem Karolina. Miło mi.- powiedziała. Chwilę
porozmawiałyśmy, aż nie przyszedł Filip, który się do nas dosiadł. Karolina
ucichła, a ja wiedziałam o co chodzi i chciała rozluźnić atmosferę.
- Karolino to jest Filip.- powiedziałam i wskazałam
chłopaka.
- Filipie to jest Karolina.- Zamienili parę zdań, a ja
poszłam obudzić moją współlokatorkę, która wczoraj przyjechała późnym
wieczorem. Była to pół Amerykanka pół Polka. Weszłam do pokoju i zwaliłam z
niej kołdrę, nie poskutkowało to ani krzyczenie do niej do ucha, postanowiłam,
że posunę się krok dalej. Wzięłam pusty wazon i napełniłam go wodą i na dobry
początek dnia chlusnęłam nim w Arię, a ona zerwała się jak poparzona i zaczęła
krzyczeć.
- Co to było do cholery.
- To polski zwyczaj
budzenia śpiochów, przygotuj się na więcej przez ten rok, a i już niedługo
kończy się pora śniadaniowa.- Powiedziałam uśmiechając się.
C.D.N. Aria D.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz